Szybownictwo

Szybowce






Wtorek, 06.03.2012 r.

Wspomnienie Jerzego Łąckiego

W dniu 19 stycznia 2012 r. na warszawskich Powązkach pożegnaliśmy Jerzego Łąckiego - znakomitego pilota samolotowego, śmigłowcowego i szybowcowego, który przeszło pół wieku latał w Aeroklubie Warszawskim, a teraz odleciał od nas na zawsze, urzeczony magią horyzontu.

Z wykształcenia prawnik, z zamiłowania - zasadniczy, surowy i wymagający instruktor, a jednocześnie bez reszty zakochany w lataniu pilot, z charakteru - prawdziwy, życzliwy przyjaciel wszystkich uczniów pilotów i kolegów pilotów, pierwszy do przyjścia z pomocą, gdy trzeba, zaś skory do śmiechu i żartów w chwilach nielotnych. Był fantastycznym instruktorem, a jednocześnie miał ksywę "Chłoptaś", bo chodził po lotnisku w krótkich spodenkach i miał prześmiewcze poczucie humoru.

Był wieloletnim, zasłużonym członkiem Aeroklubu Warszawskiego, instruktorem i pilotem szybowcowym, samolotowym i śmigłowcowym. Wyszkolił się w latach 50-tych w Ligocie Dolnej. W powietrzu spędził niespełna 10 000 godzin. Zdobył Złotą Odznakę Szybowcową z dwoma diamentami.

W czasie swojej kariery lotniczej wielokrotnie startował w zawodach w akrobacji samolotowej i szybowcowej. W roku 1962 został mistrzem w Mistrzostwach Warszawy w Akrobacji Szybowcowej. Był członkiem słynnej akrobacyjnej samolotowej "Trójki warszawskiej", prowadzonej przez Zdzisława Dudzika. Jako społeczny instruktor samolotowy i szybowcowy wyszkolił wielu lotników od podstaw i szkolił pilotów umożliwiając im zdobycie uprawnień m.in. do akrobacji. Dzięki wielkiej pasji do akrobacji przez kilka lat na Gocławiu przygotowywał program i sędziował Warszawskie Jednodniowe Zawody w Akrobacji Szybowcowej - rozgrywane w gronie młodzieży na szybowcach Mucha 100. Był też fanem pełnej akrobacji wykonywanej na szybowcu Jastrząb i przygotowywał do niej pilotów kręcąc z nimi wiązanki na samolocie, a następnie nauczał wykonywania figur na szybowcu.

W 1971 roku został wyróżniony Odznaką Zasłużonego Działacza Lotnictwa Sportowego nr 461.

Mimo, że z wykształcenia był prawnikiem, całe swoje życie zawodowe poświęcił lotnictwu sportowemu, dyspozycyjnemu i agrolotnictwu. Wielokrotnie uczestniczył w wyjazdach polskich grup agro do Libii, Sudanu, Algierii, Maroka i Hiszpanii. Był zasłużonym pracownikiem Przedsiębiorstwa Usług Lotniczych i Zakładu Usług Agrolotniczych.

W latach 80-tych często odwiedzał wraz z rodziną ukochane szybowisko na Żarze, gdzie z pasją holował szybowce za samolotem oraz latał na szybowcach jako pilot i jako instruktor.

W latach 1991 - 2003 pracował na stanowiskach: Główny specjalista w departamencie Lotnictwa Cywilnego, następnie członek, sekretarz i przewodniczący Głównej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.. Przez długie lata należał do Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa i był członkiem władz WKSL. W roku 2008 został Członkiem Honorowym Aeroklubu Warszawskiego.

Pasję swoją Jurek dzielił z Rodziną - Żona i dwaj Synowie są również związani z lotnictwem: Żona jest instruktorem szybowcowym, starszy syn Marek lata na szybowcach i samolotach, młodszy Jurek junior - skacze ze spadochronem.

 

 

Żegnaj Jurku, nasz lotniczy przyjacielu! Wspominamy Cię serdecznie.

Myśli o Tobie przywołują wspomnienia i odżywa sentyment do tak niedawnych, lecz już minionych czasów w polskim lotnictwie sportowym.

 

 

Autor: Halina Rynkiewicz
Aeroklub Warszawski

Być zawsze sobą

Pod koniec lat 50. organizowane były w Warszawie zawody w akrobacji szybowcowej. Jednym z uczestników był Jerzy Łącki. Rok wcześniej poznałem Jurka z opowiadań, jak to szczęśliwie wyszedł z kraksy na Jastrzębiu. Odtąd pochłaniała mnie ciekawość osobistego poznania owego szczęściarza, bo latanie na Jastrzębiu uchodziło wówczas za szczyt umiejętności pilotażowych. I oto, któregoś dnia letniego, kierownik lotów polecił mi pomóc uruchomić silnik i wypuścić do lotu CSS-a. Pilotem okazał się właśnie Jurek. Nie leciał sam. Pasażerem byla jego mama. Przyglądalem się uważnie z jak wielką troskliwością i szacunkiem odnosił się do niej. Być może dla mamy miał to być pierwszy lot z synem. Także i do mnie, początkującego wówczas lotnika, odnosił się bez wyniosłości.

Zaimponował mi ten sposób bycia. I nie tylko to. Otóż zauważyłem, że nosi medalik. Więc pomimo znanej w tamtych czasach niechęci do osób odbiegających światopoglądowo od akceptowanych przez władze postaw, potrafi być sobą. Przez dalsze lata mojej znajomości z Jurkiem wielokrotnie miałem okazję podziwia jego dojrzałe, sprawiedliwe i prawe sądy i opinie odnośnie różnych spraw ludzkich w naszym środowisku lotniczym.

Niech dostąpi radości obcowania w Niebie także z lotnikami, którzy dla Niego za życia byli wzorem do naśladowania.

Autor: Andrzej Bański
emerytowany pilot szybowcowy Aeroklubu Warszawskiego


Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk
michal@szybowce.com